niedziela, 22 czerwca 2008

Cannes 12


I po festiwalu. I po imprezach. I po winie. I po wszystkich "po". Sztuczne ognie były zachwycające, do tego w podkładzie muzyka; robiło wrażenie, chyba że jest się byłym politykiem LPR, który na nic już nie liczy, a jak liczy, to się przeliczy.

Później, po zamykającym całość party ludzie przenieśli się do Brasserie 77 na bulwarze Croisette, tuż przy hotelu Martinez; z jakiegoś niezrozumiałego powodu właśnie ta miejscówka cieszy się tu powodzeniem, choć piwo kosztuje dziesięć euro. Ludzie dosłownie stoją na ulicy i gadają, gadają, gadają. Jedni się załapują, drudzy nie. Życie cannejskie, ot co. Do zobaczenia w PL.

2 komentarze:

daniel pisze...

Czas zejść na ziemię... warszawską. Biorąc pod uwagę wiele czytelnych znaków, możemy się chyba spodziewać, że Kornaga do tematu Francji wróci jeszcze dłuższą formą. Mam nadzieję, że się nie mylę, bo seria o Cannes była przepyszna.

Kornaga pisze...

Dziękuję. Dotąd byłem zaznajomiony z Paryżem. Te rejony, hmn, nieco inne, choć też takie "francuskie". Oni naprawdę są mistrzami gastronomii, sztuki podawania etc. Jeśli nie byłeś w Paryżu, po prostu - koniecznie. Służę radą:)