sobota, 14 czerwca 2008

Jeszcze dalej niż Północ

Przezabawna bajeczka, co prawda żerująca na znanych komediowych chwytach, ale zapodająca to wszystko w nowym, odświeżającym sosie. Poza tym świetne aktorstwo, trzymające wręcz sitcomową fabułę w porządnych ryzach. Efekt? Tylko ostatnie mruki o popapranych psychikach oraz ludzie o żylastych sercach powstrzymają się przed śmiechem. A ten wylewa się z gardeł niczym piana z kufli podczas Oktoberfest. To, co zapewne zauroczyło tak Francuzów, że walili tłumnie do kin, dotyczy nie tylko różnic językowych czy stereotypów zachowań między promiennym Południem a posępną Północą, to podana bezpretensjonalnie afirmacja życia; człowiek wychodzi z kina i pragnie miłować bliźniego z jego wszystkimi wadami, nie dlatego, że stawką jest raj, po prostu – możliwość pośmiania się z tego bliźniego… Teraz czas na odpowiedź Północy Południu, zatem – na Południe!

4 komentarze:

daniel pisze...

Zainteresowalem sie tym tytulem, ale znajomy Francuz ostrzegl mnie, ze tenze film poza Francja nie ma zbyt wielkiej szansy na bycie w pelni zrozumianym, bo kryje on w sobie mnostwo smaczkow zarezerwowanych wylacznie dla samych zainteresowanych, czyli mnostwo obserwacji zastrzezonych dla samych Francuzow. Dopowowiedzialem sobie, ze to troche tak, gdyby ktos wpadl kiedys na zagraniczna dystrybucje ,Samych swoich'. Twoja minirecenzja sprawila jednak, ze na nowo zainteresowalem sie francuskim przebojem wszechczasow.

Kornaga pisze...

To prawda, jest tam dużo "smaczków" językowych, ale przez pierwsze piętnaście minut, gdy bohater przybywa na północ. Później chodzi już o czystą fabułę. Uważam, że warto go obejrzeć, choćby nawet dla krytyki; jest to film bez tzw. wiochy, vide "Rancho":)

Justyna pisze...

jasne, że można zobaczyć, ale na boga, nie za 20 złotych! to są prawie 3 piwa, ze sklepu nawet 7!

Kornaga pisze...

Justynka, nie bądź sztywna.