poniedziałek, 10 grudnia 2007

Postřižiny

Sam Hrabal nie wymyśliłby tak poruszającej sceny, gdy wróciłem dziś z salonu Creative Hair - www.creativehair.pl, którego współwłaścicielem i głównym mistrzem fryzjerskiego ręko(nożyczko)dzieła jest Albert (trudno uwierzyć, ale poznaliśmy się jeszcze w 1998 r. Stare przyjaźnie się nie ...ucinają). Żona w szoku.
- Gdzie twoje włosy?!
- Hmn... Tego tu... Zostały w salonie Alberta.
Cóż, chciałem totalnej odmiany tej mojej rzednącej coraz bardziej fryzury. To i dostałem maszynką po skroniach, tak że teraz wyglądam niezwykle groźnie i gdyby nie moje życzliwie oczy, mijający mnie ludzi sprawdzaliby odruchowo swoje kieszenie, czy nie wypełnia ich przypadkiem nabity portfel, po który zaraz się skutecznie upomnę.
W sumie fryz jest progresywny, zarezerwowany wyłącznie dla ludzi wolnych zawodów. Gdyby taki bankowiec czy brand manager poddał się podobnym postrzyżynom, mógłby na drugi dzień podpisać swoje zwolnienie.
Jest progresywny, lecz poprzez analogię ze światem kryminogennym nie każdemu może przypaść do gustu. Szczególnie wrażliwym kobietom. Cóż, włosy nie ścięta głowa, odrastają. Do Sylwestra
się zagoi. Będę więc przez jakiś czas wyglądał jak szajbnięty prozaik, któremu zamarzyło się bycie komandosem czy innym twardzielem. Czy to nie takie Hemingway'owskie?

5 komentarzy:

robert pisze...

już nie mogę się doczekać gdy wieczorem zobaczę tę nową fryzurę

Kornaga pisze...

To nie fryzura, to resztki:)

Lu pisze...

Żeby tylko ptaki ze strachu na ciebie nie robiły ;)
No ciekawe, co tym razem Albert wymyślił...

Linnea pisze...

Ale że zdjęcia nie umieściłeś, to już chyba czysta złośliwość...

Kornaga pisze...

Linnea, nie chciałem nikogo przerażać. Jako że to blog literacki, wolę ukryć się za Hrabala:)