piątek, 2 listopada 2007

Halloween, czyli dłutowanie ósemki


Oszczędzę swojego widoku. Wystarczy powiedzieć, że z łatwością wygrałbym na balu przebierańców z okazji Halloween. Bez problemu dostałbym też główną rolę w horrorze - jako przywódca rozpasanych mutantów, którzy atakują miasto wieczorową porą. Opasłe dynie mogą spoglądać z zazdrością na mój napompowany do granic możliwości lewy policzek. Dla kobiet łaknących bardziej wysublimowanych porównań, informuję, że jestem obecnie skrzyżowaniem lekko okrągłego Słowianina z kwadratowoszczękim WASP-em z północnego Teksasu. "Może pójdzie pani ze mną na obiad? Gwarantuję, że kelner będzie nas obsługiwał z respektem. I strachem".
Wszystko przez przedwczorajsze dłutowanie lewej dolnej ósemki. Niby zwyczajny zabieg (przeprowadzony przez gwiazdę warszawskich chirurgów-stomatologów, więc tyle na pocieszenie mnie samego), ale jest nad czym szaty rozrywać. Bo kiedy zeszło znieczulenie, w miejscu wyrwanego zęba wyrósł demon z widłami. I jak nie zacznie nimi kłuć w pozszywane dziąsła! W efekcie spuchłem błyskawicznie jak ciasto wielkanocne w piekarniku nastawionym na 240 stopni Celsjusza.
Choć uniknąłem typowego po takim zabiegu szczękościsku, to i tak mam problemy z jedzeniem. Trzeba nauczyć się "pracować" jedną stroną zębów. Ciężko przeżuwać. Ciężko cokolwiek. Najchętniej podkradłbym jakiemuś niemowlakowi kaszkę ryżową z jabłkami i gruszkami. Ostatecznie nawet Whiskas, byle smakował jak szynka Babuni.
Poza tym jadę na antybiotykach. I pojadę sobie tak do następnej środy. Jeśli ktoś chciałby mnie wynająć do straszenia ludzi (np. o innej opcji politycznej), proszę bardzo.
Tymczasem spadam użalać się nad sobą.

4 komentarze:

daniel pisze...

Ósemka to ząb mądrości, dobrze liczę? Zęby mądrości są naprawdę zbędne, więc sukcesywnie je eliminuję za pomocą wąsatych panów w białych fartuchach. Kilka pchnięć, ekstrakcja i po sprawie.

Kornaga pisze...

Mój chirurg nie miał wąsów... Sam zabieg to nic strasznego. Najgorsze to potem. Naprawdę boli. Zjadłem już prawie całe opakowanie nurofen forte...

Lu pisze...

Łączę się w bólu. Pamiętam, jak kiedyś usunęli mi tę psującą uśmiech brodawkę. Przez ponad miesiąc jechałem na ubitych bananach, kaszkach... Okropne!

Kornaga pisze...

Myślałem, że mi dziś przejdzie. Nic z tego, kolejny nurofen. I nadal jestem spuchnięty. Może mniej niż wczoraj, ale nie wyglądam szczególnie. To znaczy, wyglądam szczególnie...