niedziela, 11 listopada 2007

Straszny

Dziś byliśmy w operze na Strasznym dworze. Język polski jednak nie nadaje się do śpiewania, zwłaszcza na wyższych oktawach: praktycznie NIC nie słyszeliśmy. Słowa wbijały się w ścianę dźwięku, która je przemielała i puszczała dalej w postaci sylab... Włoski, niemiecki czy nawet angielski - języki zwarte, bardziej melodyjne (niemiecki może nie aż tak, lecz za to twardy, więc tym bardziej wojowniczy, vide Wagner). Polskie "ś", "cz", "ć" topią się pod falą nut. Dobrze, że nad sceną wyświetlane było tłumaczenie na angielski...

6 komentarzy:

Adam Bolewski pisze...

my tzn. kto?
ja raz byłem na operze i więcej nie pójdę, bo też ani słowa nie rozumiałem, a śpiewali po polsku, bo to polska opera była

Dawid Kornaga pisze...

Ja i moja superżona.
Na jakiej byłeś?

Anonimowy pisze...

Nie dla mnie takie kąski kulturalne... Zbyt ciężkostrawne.

Dawid Kornaga pisze...

Spokojnie, może i ciężkie, ale potem zalewasz to piwem czy winem - i po kłopocie. Następna "Caren". W styczniu.

Adam Bolewski pisze...

już nawet nie pamiętam na czym , musiałbym poszukać na swoim blogu, bo pisałem o tym

Anonimowy pisze...

"-Bracie boję się! Ktoś jest w zegarze!
-Zażyj tabaki!"
To jest to...