środa, 28 listopada 2007

Dziadostwo

Gdyby wczoraj do klubu Punkt na wieczór literacki Mariusza Sieniewicza i jego najnowszej powieści Rebelia nie zjawiła się nasza kreatywno-artystyczna paczka (i nieco cyniczna, a mimo to ujmująca, tym razem w nieco okrojonej wersji: ja, żona, Robert, Patryk, Bogusia, Paulina, Krzysiek, Bartek, Magda, Bo, Asia, Janusz), sala świeciłaby pustką przytłaczającą – adekwatnie do przesłania promowanej książki.

Nie lubię atakować innych prozaików, choć i dla mnie niektórzy nie mają litości. Nie lubię, ponieważ zachodzi poważny zarzut o zawiść i zazdrość. Pozostaje więc wiara, że piszę to jako potencjalny czytelnik. O ile bowiem przyszedłem do Punktu z nadzieją na usłyszenie i przekonanie się, że Rebelia to niezwykła wizja, wyszedłem kompletnie zdruzgotany. I to nie jest retoryczna kokieteria.

Zarówno autor, jak i jego powieść to dwa byty zupełnie pozbawione poczucia humoru. Nie tylko na zewnątrz, także do wewnątrz. Brak autoironii sprawia, że Sieniewicz – wygłaszając jego zdaniem jedynie słuszne poglądy na rzeczywistość – mimowolnie popada w nieprzeciętną bufonadę. Krytykując system, sam jest tego systemu (nie)świadomym beneficjentem – wielkie wydawnictwo wydaje mu książkę, browar funduje piwo, pracownicy Punktu zapieprzają po nocy. Można by tak w nieskończoność drwić z tego taniego, w sumie – co napiszę złośliwie, lecz inaczej nie mogę – prowincjonalnego zamiłowania do kontestacji. Jakobin Sieniewicz krytykuje „wydmuszkową” – jak twierdzi monotonnym głosem – literaturę, sam nie oferując w zamian niczego szczególnego (choć jego krytyka ma sugerować, że owszem, książka, którą napisał, jest udaną kontrpropozycją). Rebelia, ujmując się za światem ludzi starych, wykluczanych przez współczesność opanowaną przez kult młodości czy hedonistycznie prężących mięśnie gangsta raperów, jest jedynie ochłapem z Możliwości wyspy Houellebecq’a. Nic nie odkrywa, nic wnikliwego nie proponuje oprócz wielostopniowego banału. Wręcz ma w sobie coś z socrealistycznej prozy. Teza i łupanka, w zależności od zdolności do kręcenia frazą. Na dodatek, w przeciwieństwie do dzieła francuskiego pisarza, napisana jest ciężkawym, pozbawionym rytmiki i silącym się na oryginalność stylem, w efekcie sprawiającym spory problem z przeczytaniem tej powieści – nie przez niuanse rozbudowanych metafor czy konstrukcji zdań, lecz absolutny brak iskry bożej, rozświetlającej fabułę i po prostu wciągającej czytelnika w swój świat. Bohaterami Rebelii są w większości starzy ludzie – można rzec, powieść ta reprezentuje zwyczajne dziadostwo.

Nie wiem, jakim cudem Sieniewicz jest pieszczochem mojej ulubionej Gazety Wyborczej czy Polityki. Albo trafił ze swoją oldskulową kontestacją w potrzeby ducha czasu, albo krytycy, nie mogąc doczytać jego powieści do końca, oddają mu słuszność ramach chrześcijańskiej skruchy i pokory...

5 komentarzy:

daniel pisze...

Nie miałem jeszcze okazji się zapoznać, choć mam ,Rebelię’ w planach. Z jednej strony entuzjazm Szczuki w ostatnich ,Wysokich Obcasach’ (pisze ona - ,rzecz męcząca nieco, ale wszechstronnie udana’ – to zdanie przerasta moje możliwości percepcyjne), a z drugiej Twoje sarkastyczne uwagi. ;)

Kornaga pisze...

Mną się nie przejmuj.

tajnapolska pisze...

u mnie też paru starców wystąpi, ale takich bardziej podobnych do jakuba wędrowycza, bo ja lubię tandetę komediową

robert pisze...

Dawid zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. jeszcze wypadało by dodać, że jegomość czytający fragment książki nie potrafił przeczytać dobrze nazwisk osób w niej wymienionych. po prostu żenada.

Kornaga pisze...

Za to dzięki temu, że przyszło tak mało ludzi, było więcej piwa dla nas. W ramach rekompensaty...