środa, 21 listopada 2007

Nouveau

Wczoraj przetestowaliśmy tegoroczne Beaujolais Nouveau. Bardzo, ale to bardzo mi smakowało. Jest mocne i bez zbędnych niedomówień zaprasza na okręt podczas sztormu. Nie rozumiem, czemu niektórzy tak łatwo nazywają to wino sikaczem. Gdyby nie jego oryginalne walory, nie zrobiłoby takiej kariery; jak wiadomo, nie tylko we Francji, ale też np. na Węgrzech czy Austrii pije się Nowe, i jest z tego dużo radości. Na pewno nie zasługuje na miano sikacza, sikacz to np. Sophia, choć też nie każda, bo jak zwykle pod znaną nazwę podpinają się różni producenci. Często surowość osądu wynika po prostu ze spróbowania jakiejś tańszej wersji... Trzeba pamiętać, że pod tą marketingową akcją kryją się przeróżne szczepy. Zresztą nie będę tu wchodził w erudycyjno-handlowe dywagacje. Wystarczy zrobić prosty test: kupić dwie, trzy butelki z różnymi etykietami. Różnica zdecydowana. Poza tym jak ktoś lubi wina wytrawne, szybko przyzwyczai swoje kubki smakowe do cierpkości Nouveau. Należy też pamiętać o stosownej przekąsce.

Poza tym prawdziwi poeci i spółka nie boją się Nowego.

Stanowczo schłodzone Beaujolais w akcie wdzięczności za zakup i otwarcie po godzinie przynajmniej 22, kiedy to ułożone miśki mieszczańskie zakładają piżamy, powoli żegnając się z dniem powszednim jak co dzień, jak co dzień, to schłodzone Nowe zabierze cię do całkiem zajmującej sfery. Jeśli pracujesz w branży wydawniczej, Nowe wydobędzie ci z głowy parę zanotowanych kiedyś cytatów i energetycznych metafor. Jeśli pracujesz w branży erotycznej, przypomnisz sobie o porzuconym egzemplarzu Kamasutry, albo nie, nie będziesz go szukać, decydując się natychmiast na praktykę, o ile warunki masz sprzyjające, łącznie z wytrzymałym łóżkiem. Jeśli zaś jesteś stanu duchownego, a twoją wiarę podkopały publikacje współczesnych prozaików, relacje CNN z Bliskiego i Dalekiego Wschodu, a szczególnie stałe łącze do Internetu… to Nowe uniesie cię parę centymetrów nad podłogą, i ponownie uwierzysz, że można chodzić po wodzie, lewitować, cuda odprawiać. W ogóle gdziekolwiek pracujesz i cokolwiek robisz lub nie robisz, Nowe podziała na ciebie jak żadne inne wino – na etykiecie dają mu 12%, ale nie wierz, to autocenzura, tych procentów jest o pięć więcej, co najmniej. Nowe potrafi kopać jak młody cielaczek, który uświadomił sobie moc swoich kopytek. Spieszmy się więc z degustacją, bo nie miną dwa miesiące, a wszystkie Beaujolais zamienią się w ugrzecznione, stare byki.

2 komentarze:

robert pisze...

nie boją się a nawet lubią i to bardzo

Kornaga pisze...

Nie wątpię. Naprawdę nie wątpię...