piątek, 4 kwietnia 2008

Juno

Praktycznie wszyscy recenzenci chwalą ten film. Wiedzieliśmy go i mogę z ręką na sercu potwierdzić zachwyty nad scenariuszem Diablo Cody. Poczucie niedosytu pozostawia zakończenie, nawet drażni swoją słodyczą, ale gdzieś tam dobrze wiemy, że szesnastoletnia Juno nie raz, nie dwa będzie musiała konfrontować swoje oczekiwania z dyktatem świata. Na pewno pomoże jej w tym nieprzeciętne poczucie humoru, które warto sobie zaadoptować...

Najbardziej boli świadomość, że przynajmniej w Stanach nastolatka nie jest skazana na porodówkę, ma jakiś wybór, którego nie mają polskie kobiety. Władza polityczna Kościoła jaka jest, każdy widzi. Szkoda, że pozwalamy jej wchodzić do naszych łóżek; dusza jej nie wystarczy, gorliwie zagląda nam do majtek, jąder i macic. Wierzę, że kiedyś osłabnie, a złe prawo, które "poczęła", zostanie zmienione.

4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Napiszę tak, nic dodać nic ująć. :)))

Stała czytelniczka, Jula-grafomanka.

Kornaga pisze...

Albo jednym ująć, drugim dodać...

daniel pisze...

Ja bym tego filmu nie ideologizował, wystarczy, że 'Wysokie Obcasy’ to robią. Właśnie go obejrzałem i powiem, że jak na taką tematykę rzeczywiście scenariusz jest bardzo dobry, ale do takiej 'Little Miss Sunshine' wiele mu brakuje.

Kornaga pisze...

Ja nie ideologizuję, film swoje, nasz kraj swoje. Ogólnie mówiąc, Daniel, czy ci się to podoba, czy nie, kobiety mają u nas przejebane. A mnie się to nie podoba. I nie chodzi o jakieś żałosne, lewackie poglądy. Chodzi o zdrowy rozsądek - to, co żyje, zdecydowanie przewyższa to, co dopiero zaczyna się kształtować po chcianym lub niechcianym stosunku...