niedziela, 13 kwietnia 2008

Pippi pisze

Litterär gestaltning jest dwuletnim kursem kreatywnego pisania przy uniwersytecie w Göteborgu. Ze względu na wieloletnią tradycję, wysoką rangę nauczycieli oraz sławę i uznanie swych absolwentów jest najbardziej prestiżowym z licznych kursów tego typu, jakie istnieją w Szwecji. Kurs skierowany jest do prozaików i poetów, po debiucie lub tuż przed debiutem, piszących po szwedzku, norwesku lub duńsku. Spotkania grupy, mające charakter warsztatowy, polegają na dyskusjach nad tekstami kursantów i seminariach prowadzonych przez literatów z wieloletnim doświadczeniem i znacznym dorobkiem. Podczas drugiego roku nauki uczestnicy zapoznają się z kulturą i literaturą wybranego kraju lub obszaru językowego. W tym roku tematem przewodnim jest Polska i polska literatura. Przez tydzień kurs będzie się odbywać w Warszawie. Zaplanowane jest spotkanie z młodymi polskimi pisarzami oraz z tłumaczami literatur skandynawskich, którzy podjęli się przekładu tekstów wyprodukowanych podczas kursu. W czwartek 17 kwietnia w klubokawiarni Chłodna 25 pisarze-uczniowie, pisarze-nauczyciele i tłumacze spotkają się z publicznością, by opowiedzieć o nauce kreatywnego pisania oraz zaprezentować powstałe w ten sposób teksty i ich przekłady.

To tyle, jeśli chodzi o sprawy organizacyjne. Nim skandynawscy adepci pisania o trudach życia w rajach na ziemi (czyt. Szwecji, Norwegii, Finlandii i Danii) będą głowić się, jak tu przybliżyć czytelnikom niuanse rzeczywistości w nowej, inspirującej, porywającej formie języka i co tam jeszcze na kursie litterär gestaltning ich wyuczą, wczoraj, jak podsumowała to Justyna (urodzony kaowiec), współorganizatorka całego przedsięwzięcia, musieli balować w Obiekcie Znalezionym. I myśmy tam byli, po dwa piwa na koszt Królestwa Szwecji wypili (później już dzielnie z własnej kieszeni), po pierożku i sałatce przemielili.

Miło było widzieć konwersujące towarzystwo, niestety, krzesła i stoły, które przyciągają ludzkie tyłki jak upadłe gruszki roje pszczół i os, spowodowały nieoczekiwane trudności z integracją. Kiedy impreza jest stojąca – co już wielokrotnie wypróbowaliśmy – możliwość przemieszczania się sprzyja zapoznawaniu współbiesiadników. Natomiast obecność stołów tworzy niechybnie kliki krzesłowe, do których nie sposób się dosiąść. Także skandynawskie, zimne charaktery nie były szczególnie zainteresowane słowiańskimi przybyszami; jeśli już, to tymi, których wcześniej poznali. W efekcie, chcąc nie chcąc, rozmawialiśmy jedynie z tymi, co powstali. Może kiedyś będzie jeszcze szansa poznania skandynawskich miłośników literatury. My nauczymy ich gorąca, oni nas – prowadzenia Volvo:)

2 komentarze:

Lu pisze...

Może nie tylko kliki krzesłowe sprawiły, że atmosfera była chłodna i nieprzyjemna. Może to w ogóle - ta szczerbata i poobijana miejscami Warszawa...

Kornaga pisze...

O nie, nie tym razem. Przykład "gorący" już wkrótce.