sobota, 26 kwietnia 2008

Pedałowanie

Wczoraj rozpoczęliśmy - wreszcie! - sezon rowerowy. Szczęśliwie, mieszkamy w okolicy, gdzie ścieżek dostatek, w pobliżu las i jeszcze Powsin, więc nie ma zębatki, nie ma koła ni pedała, który by się nie rwał do przejażdżki.

To jednak odpowiedzialne zajęcie, pełne wrażeń i emocji. Po ścieżkach rowerowych jak przejedzone krowy paradują przechodnie, nie bokiem nawet, tylko środkiem. Pędzą też skupione na sobie szajbusy, ze słuchawkami i nosem jak bufor, jeden błąd, masakra.

W lesie, idealnym do eksploracji, nierozsądni właściciele psów często puszczają je bez smyczy, wczoraj mało brakowało, pod rower żony wpadłby malutki, słodziutki westie. Ja niechcący przejechałem kiedyś zaskrońca.

Jak widać, każda rowerowa wyprawa to mierzenie się ze światem, po którym zostają niezapomniane obrazy i wnioski. To pokonywanie swoich słabości i nieustająca nauka tolerancji do tych przeklętych spacerowiczów na ścieżkach rowerowych!

3 komentarze:

Lu pisze...

Powodzenia, nie dajcie się zabić, i nie zabijajcie :) A na przechodniów - dzwonkiem, a na upartych - pompką, albo kluczem...

Kornaga pisze...

A ty nadal rowerujesz?

Lu pisze...

Ba, codziennie, kilka(naście) kilometrów. Robocop pozazdrościłby mi mięśni ud ;)