piątek, 11 kwietnia 2008

Szyma

Wernisaż Grzegorza Szymy w klubogalerii Piksel (szczegóły i linki do prac artysty na piksel.art.pl). Kolorowo, intrygująco, pikantnie. I co najważniejsze – bezpretensjonalnie. Niesztampowe plakaty-portrety patrzą gromadnie na gości. Na zdominowanej przez zieleń grafice maźnięty wściekle tłustą kreską królik (może zając) ucieka z naszej galaktyki. Na wielu pracach sporo czerwieni, podkręcanej dodatkowo przez wernisażowe wino; taki konglomerat zdecydowanie pobudza zmysły. Piękne artefakty Szymy dopełnione pięknymi kobietami, które przyszły do klubogalerii Piksel.

Wernisaż naprawdę można uznać za udany. Oprócz pastiszowych wycieczek w oniryczne światy, oprócz ironicznego spojrzenia na język reklam najciekawszy pozostaje w pamięci cykl grafik News, można rzecz – ryty dziecięcą ręką niewinności dialog z Okrucieństwami wojny Goi. Oryginalna jest też niezwykła Moja kolekcja płyt CD. Chyba każdy z nas ma w domu parę, jeśli nie setki pirackich nagrań, zgranych na płytach. Zwykle opisujemy je z logiką księgowego, podając nazwę wykonawcy i tytuł albumu czy kompilacji. Szyma przedstawia zabawne, graficzne komentarze do treści kolejnych płyt.

Jako twórca klęskę ponosi – moim zdaniem – tylko przy krótkim filmie obrazującym z weryzmem jego masturbację; towarzyszy temu komentarz, że ów akt fizyczny w sferze fantazji dotyczy wszystkich kobiet, których Szyma łaknął zarówno jako młodzieniec, jak i dorosły mężczyzna, choćby taką Polę Raksę. Wytrysk na dłoń nie doprowadza do wytrysku sensownej odpowiedzi na podstawowe pytanie, jakie zadaje sobie odbiorca: - I co z tego wynika? Że podniecają nas kobiety? Że aby odreagować, musimy się spuścić? Że sferę mentalną uzupełnia sfera fizyczna, w tym przypadku w postaci tarmoszonego zawzięcie penisa?
Albo czegoś tu nie pojmuję, albo za dużo podobnych, obrazoburczych instalacji już widziałem, albo ewidentnie brak mi poczucia humoru. Bardzo sobie cenię projekty podważające naszą gnuśność moralną. Jednak powyższy wpasowuje się w daleką przeszłość, gdzie tego typu akcje uprawiali m.in. austriaccy artyści, atakujący prowokacyjnie porządek postwojennej Austrii, czy choćby środowisko Warhola. Dzisiaj trzeba nieco bardziej się wysilić, inaczej grozi jazda na rympał, pustka i... zmarnowana sperma.

Tak czy owak wystawa Szymy jest warta polecenia, kto żyw, marsz do klubogalerii Piksel. Szyma dzięki swojemu autentycznemu wyczuciu rytmu i barw, bez pretensjonalnego patosu intryguje, zaczepia, zwraca uwagę na niuanse, jak i drugie dno, dekonstruuje nasze plastyczne przyzwyczajenia, a także - co chyba najważniejsze - pozwala się uśmiechnąć. Jego prace, w przeciwieństwie do wielu innych współczesnych artystów, mają jedną podstawową zaletę, którą można ubrać wręcz w hasło reklamowe Szymy: "Nie przynudzam". I za to szacunek.

2 komentarze:

robert pisze...

wernisaż rzeczywiście ciekawy. żałujemy z Agnieszką, że mogliśmy być tak krótko ale warto było. dziękujemy

Kornaga pisze...

To prawda, wernisaż można uznać za udany.
Poza tym, że wino się nam skończyło i trzeba było podkradać - o wstydzie - innym.