czwartek, 20 marca 2008

Droga

Wydawnictwo Literackie powinno wstydzić się tak amberowskiej okładki, sugerującej grafomańskie popisy jakiegoś trzecioligowego epigona Roberta Ludluma. Redaktorzy nie napracowali się za wiele, zdjęcie zakupione w banku zdjęć, podbite nazwisko autora, normalnie witamy w świecie zabili go, a uciekł. Amerykańskie wydanie zdecydowanie bardziej oddaje charakter tej niezwykłej powieści.

Bo Droga McCarthy’ego to nie tylko powieść niezwykła, to powieść wybitna. Niejako aneks do Apokalipsy św. Jana.


Świat się w końcu doigrał. Prawdopodobnie coś na kształt nuklearnego holokaustu zmiotło naszą cywilizację. Wyludnione, zdewastowane miasta. Porzucone samochody. Setki wysuszonych trupów. Ani ptaka na niebie, ani Boga w niebie. Ci, którzy ocaleli, nie mając już jakiejkolwiek nadziei, że będzie lepiej, pragną tylko przeżyć. By trwać - choć wiedzą, że niekoniecznie ma to sens.


W Drodze, nawet w przekładzie poraża cięty, adekwatny do opowiadanej historii styl. Już dawno nie czytałem tak wolno książki; wracałem ustawicznie do kolejnych akapitów, analizując absolutnie wciskający w fotel opis rozkładu naszej cywilizacji. Równoważniki zdań podbijają doznania podczas lektury. Wszystko jest takie, jakie być powinno: świat się skurczył, zmalał, zdewastował. Język, którym przedstawia to McCarthy, również nie pozostawia pola na oddech.

Odetchnąć mogłem dopiero po odłożeniu Drogi na półkę. Dziękuję autorowi za katharsis, którego doznawałem dosłownie na każdej stronie jego powieści.







5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Chciałem jedynie zauważyć, że okładka jest prawie dokładną kopią tej wykonanej przez dom wydawniczy Picador i ma swoje miejsce w bardzo jednolitej serii poświęconej McCarthy'emu (polską okładkę odróżnia jedynie brak srebrnej folii na wytłoczonym tytule) - jest niejako negatywem okładki "No Country for Old Men", akcja obu książek toczy się w tym samym miejscu. Zanim zaczniesz krytykować, pomyśl dwa razy.

Lu pisze...

anonimowy, Twoja uwaga nijak ma się do krytyki okładki jako 'amberowskiej' (a potwierdza nawet sugestię, że redaktorzy się nie napracowali). Żeby mieć zastrzeżenia do jej estetycznej strony, Dawid nie musiał znać genezy. Zanim zaczniesz krytykować, pomyśl dwa razy.

Kornaga pisze...

Widziałem tamtą okładkę, a jakże. I wcale nie mam o niej najwyższego mniemania, nic szczególnego. "Czarna" jest po prostu najlepsza, najbardziej adekwatna.

Anonimowy pisze...

Mnie ta okładka się podoba, jest zimna i dobrze ilustruje powieść. Dziwi mnie tylko, że blurb Dukaja nie zajmuje tysiąca pięćdziesięciu stron.

Kornaga pisze...

No, to już kwestia gustu, jednak "wygrawerowane" nazwisko to obciach.
Czy ilustruje dobrze fabułę? Raczej zapowiada horror w stylu Kinga, nie arcydzieło McCarthy'ego.