wtorek, 15 stycznia 2008

Plan B

Lubię Plan B na Pl. Zbawiciela, ale kiedy przebywam tam dłużej, staje się Be. Podobno druga sala jest dla niepalących. Podobno. Odbywają się tam próby muzyczne czy teatralne, więc pozostaje getto, w którym nałogowcy spełniają się pięć petów na godzinę. Nie wiem, jakim cudem przetrwałem tam przez poniedziałkową noc z Patrykiem; chyba dlatego, że dobrze nam się rozmawiało.

Żadne to odkrycie, lecz palenie jest jak jedzenie czosnku – nam odpowiada, innym już niekoniecznie. Z drugiej strony papierosy, a właściwie możliwość ich palenia tworzą TĘ atmosferę; konotacje z paryskimi lokalami, w których wykluwał się egzystencjalizm czy natchnienia dla przełomowych książek XX wieku, są tu wyraźne i niepodważalne. Od nowego roku nawet tam wprowadzili zakaz. U nas jest to kwestią czasu. Niektóre stołeczne lokale już wyprzedzają czas, np. Między Słowami.

W jakiś sposób przykro, że epoka tego typu wolności bezpowrotnie odchodzi – jak te elfy z Władcy Pierścieni... Bo co tam zdrowie, gdy papierosy, wódka i dziewczyny! Ja, choć nie palę, to czasem palę, gdy właśnie papierosy, wódka i dziewczyny, i dobrzy znajomi. Miłe, niezapomniane chwile – w niezdrowym otoczeniu, za to dla właściwego nastawienia psychicznego. Tylko świry dobrze się bawią w sterylnych miejscach. Wyobraźcie sobie imprezę w Tworkach. Czy do tego dąży świat? Brrr...

Tak czy owak, owak czy tak, palenie bez poszanowania terytorium drugiego człowieka pozostanie przez jakiś czas domeną krajów opóźnionych w rozwoju. Nie zapomnę nigdy, jak w sierpniu 2002 r., będąc w Turcji, w kurorcie Alanya wybraliśmy się na pocztę, by wysłać kartki. Za kontuarem siedział urzędnik z czarnymi wąsikami, a zapalony papieroch wystawał mu z ust. Sprzedał nam znaczki, odrywając je od arkusza żółtymi paluchami. Poczta przypominała janczarską mordownię. Z niepokojem przypomniałem sobie króla Władysława i bitwę pod Warną w 1444 r. Świetną scenkę obrazującą dzikość palenia można obejrzeć we wspomnianym przeze mnie Karmelu, w przezabawnym epizodzie na posterunku policji; szczegółów nie zdradzę.


4 komentarze:

Anonimowy pisze...

Tak, bardzo ciekawe spostrzeżenia.Ja idę dalej może nie w historie,ale sens bytu.Tak czy siak każdy kiedyś umrze,czy będzie palić ,czy nie. Po co więc zdrowie, zabierać do grobu i płakać, że się za życia nie robiło tego, na co miało ochotę.;(
Jula grafomanka.

Kornaga pisze...

Wcale nie grafomanka. Stanowczo zabrania się tak ekstremalnej samokrytyki.

daniel pisze...

Jako osoba niepaląca nie jestem szczególnie pocieszony intruzywnością gryzącego dymu przedzierającego się przez zakamarki nieszczelnych mieszkań; nie znajduję żadnej inspiracji w zadymionych lokalach; jestem zmorą palących przyjaciół i znajomych, wyznawcą wiary w szkodliwość biernego palenia. Na szczęście dla nich, moja antynikotynowa histeria w żaden sposób nie zmierza do ograniczania cudzej wolności bardziej niż to konieczne dla mnie samego.

Kornaga pisze...

Ja też jestem przeciwnikiem biernego palenia, natomiast zapewniam cię, że niekiedy zadymione lokale mają swój urok. Jedni znajdują w nich inspirację, inni nie...
Paryskie kawiarnie stworzyły pewien niepowtarzalny klimat, a alkohol i papieros był ich naturalną częścią. Historia potwierdziła, że nałogi sprzyjają sztuce:)
A sterylni quasi-artyści niech się wypchają ze swoją plastikową twórczością.