Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gangrena. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gangrena. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 13 listopada 2012

czwartek, 25 października 2012

piątek, 20 sierpnia 2010

Jarosław Wach o Gangrenie w Akcencie


Akcent 2 (120) 2010, Jarosław Wach: Anatomia nienawiści. Psychopatologia i destrukcja w "Gangrenie" Dawida Kornagi oraz "American Psycho" Breta Eastona Ellisa.

"Jednak pod względem zajadłości ataku, wulgaryzacji języka i wynaturzenia sposobu postrzegania rzeczywistości utwór Kornagi zdecydowanie dystansuje nawet najbardziej agresywne wypowiedzi pisarzy najmłodszej generacji. Destrukcyjne uczucia Adama mają charakter totalny, rozlewają się na wszystkie aspekty świata, godzą we wszystkich jego mieszkańców".

poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Przemyski Przegląd Kulturalny

Na pierwszy rzut oka to normalna powieść, podzielona na trzy rozdziały. Zaczynam czytać i już pierwszy zgrzyt – opis gwałtu, zaraz potem dostrzegam szokujący język. A może na odwrót: najpierw język pełen wulgaryzmów i brutalności, a później dzieło zniszczenia, jakie dokonuje bohater na niewinnej mieszkance dobrego osiedla. Zagłębiam się w lekturze coraz bardziej i bardziej, nie mogę się oderwać. Coś w sobie Gangrena ma, bo wciąga mnie tak bardzo, że dopiero po skończonej lekturze zauważam, że tekst nie jest wyjustowany. Powinno przeszkadzać, ale nie przeszkadzało.
Pochodzący z Lubaczowa autor debiutował w 2003 roku wielowątkową powieścią Poszukiwacze powieści i już wtedy można było zauważyć talent lingwistyczny pisarza. Wulgaryzmom Kornagi nie brak fantazji, nie jest to czysta, zwykła „łacina” w wykonaniu osiedlowych kozaków. Można tu mówić o wulgarności literackiej, bardziej złożonej, a przede wszystkim w Gangrenie wręcz potrzebnej.
Język to narzędzie, przy pomocy którego myślimy, a więc jakim innym językiem może posługiwać się człowiek zdolny do tak brutalnych czynów? Język użyty przez autora to nie jego ,,widzimisię”, to konieczność narzucona przez socjologiczny autentyzm. Autor zerwał z zasadami pisania „dobrej powieści”, o ile coś takiego istnieje. Postąpił na pewno na przekór tym, którzy w literaturze szukają miłych i przyjemnych opowieści. Ktoś powie, że Kornaga epatuje brutalnością, w gruncie rzeczy epatuje tylko rzeczywistością. Może jednak to jest tak bardzo przerażające dla czytelnika, że świat opisany w powieści, to nasz świat. Bohater to nie diabeł wcielony, przypomina raczej naszego sąsiada, który mieszka z babcią i opiekuje się kotami. Jego życie ma jednak drugie dno, w którym jawi się niczym ,,Polish Psycho”. Autor sugestywnie wprowadził nas w strumień świadomości bohatera, a czytelnik podążając wraz z prądem myśli tej negatywnej postaci, może podjąć próbę znalezienia przyczyn narodzin potwora. (To trochę podobnie jak w powieściach Masłowskiej, chociaż obraz prymitywnego świata wyrażającego się prymitywnym językiem jest tu bardziej wyrazisty i przerażający.)
Fabuła utworu wydaje się tylko przykrywką dla ukazania całej tandety tego świata, jego zakłamania, totalnej degrengolady. Nawet ci, co powinni stać na straży zasad moralnych, są ich głównymi gwałcicielami. Rola gwałtu w książce Kornagi jest zresztą bardzo ważna: mamy tu gwałt dokonany przez autora na schemacie typowej powieści i gwałt dokonany przez bohatera. Można powiedzieć, że gwałt spełnia tu też funkcję symboliczną, bo gdy bohater gwałci Emilię, to bardziej niż żywą kobietę zdaje się gwałcić pewien system myślenia, sposób życia.
Najlepiej cały utwór podsumowuje motto do rozdziału trzeciego. Kornaga, sam znany jako autor tekstów hip-hopowych, sięgnął po fragment tekstu z piosenki Jestem Bogiem Paktofoniki: „Jestem Bogiem, uświadom to sobie”. To słowa wypowiedziane przez bohatera Gangreny. Adam jest trochę jak bohater Dostojewskiego, z tą różnicą, że Roskolnikow Kornagi wcale nie ma wyrzutów sumienia. Roskolnikow to tylko wybitna jednostka, która może sobie na wiele pozwolić, jednak wciąż jest człowiekiem. Adam stwierdza, że jest Bogiem, więc wyrzuty sumienia są w jego przypadku już nie na miejscu. Adam jest odczłowieczony, ale nie został zdegradowany do roli zwierzęcia, wręcz przeciwnie, on (jak jego biblijny pierwowzór) zjadł owoc z drzewa poznania dobra i zła. Skoro Adam „jest Bogiem”, to jaki jest więc sam Bóg? Z kart Gangreny wydziera się krzyk do Boga: widzisz i nie grzmisz, pozwalasz na to wszystko, jesteś dobry tylko wtedy gdy Ci się zechce. Jak mówi powieściowy Adam: „Człowiek ma tyle wad Boga”. Pozwala na rozprzestrzenianie się zła na świecie. Tylko czym jest zło, czy istnieje coś takiego jak zło i dobro? Granica się zatarła, pozwalamy sobie na coraz więcej, to my ustalamy co jest złe a co dobre.
„Jesteśmy bogami”, ale czy autor chce przez to powiedzieć: „róbcie co chcecie”, została wam dana władza na Ziemi? Wręcz przeciwnie, wydaje mi się, że to raczej ostrzeżenie: uważaj bo masz władzę, z która niekoniecznie będziesz sobie umiał poradzić. Książka Kornagi daje nam klucz do rozwiązania zagadki, co się stanie, gdy każdy sobie wyobrazi, że jest Bogiem. Świat, w którym będzie więcej takich ludzi jak Adam, to pandemonium. Kraj, w którym każdy sobie uświadomi, że jest Bogiem, stanie się w rzeczywistości ojczyzną szatana.
Gangrena to choroba, która atakuje głównie mężczyzn w wieku 20 do 40 lat. W takich okolicznościach wybór tej choroby na tytuł książki wydaje mi się całkowicie trafny. Chore jest społeczeństwo opisane przez autora, jaki inny tytuł można mu więc nadać? Zresztą Dżuma już była. Charakterystyczne dla gangreny owrzodzenia, mają swoje odbicie w ,,Adamach”, tak samo wzbudzają obrzydzenie i trudno się ich pozbyć.
Gangrena to dla mnie jedna z najciekawszych książek o Bogu i o człowieku, a może bogu i Człowieku. Zmusza do refleksji. Komu przeszkadzają brutalność i wulgaryzmy czytać nie musi, a szkoda – bo książka na uwagę zasługuje. Język użyty przez autora jest konieczny do oddania ducha całego utworu. Jak mówi Adam: „Słowniki wbrew pozorom są ubogie. Tworzą je śmiertelni nędzarze.”
Anna GIGOŃ, Przemyski Przegląd Kulturalny

piątek, 19 marca 2010

Rzabowe recenzje

Jeśli ktoś da radę przbrnąć przez całe pole "pierdolenia w dupę", "kutasów", "cip jebanych" i innych wulgaryzmów oraz zwierzęcego, wulgarnego seksu, takiego właściwie porno niemalże to znajdzie wiele ciekawych i zasakująco trafnych reflekcji na temat różnych dziedzin życia... czytaj więcej

środa, 10 marca 2010

O Gangrenie na Uniwersytecie Gdańskim

Środa, 10.03.2010,BIBLIOTEKA GŁÓWNA UNIWERSYTETU GDAŃSKIEGO, Naukowa konferencja doktorantów, w programie "Anatomia nienawiści. O krytyce świata w powieści Gangrena Dawida Kornagi" (prowadzenie: mgr Jarosław Wach). Kto nad morzem, zapraszam.

środa, 16 września 2009

Mordercy



Pozwalam sobie na zwrócenie uwagi na powieść, której jeszcze nie czytałem, a o której Jarosław Czechowicz pisze:

(...) Okrucieństwo mordu i cynizm mordercy każe w Emilu dostrzegać innego podobnego bohatera literackiego, Adama z głośnej „Gangreny” Dawida Kornagi. Czytaj więcej

poniedziałek, 15 grudnia 2008

Gangrena - recenzja z horror online


www.horror.webd.pl, autor recenzji: M@rio

Adam to młody mężczyzna, który mieszka z babcią i trzema kotami. Żyje z udzielania korepetycji z matematyki, a babcia jest dla niego całym światem. Mimo tej łagodnej powierzchowności, mężczyzna ten jest zatwardziałym zwyrodnialcem i socjopatą, który nie przepuści żadnej okazji, aby zaspokoić swe chore zachcianki. Od dłuższego czasu, śledząc atrakcyjną Emilię, Adam snuje makabryczny plan upokorzenia i wykorzystania niewinnej kobiety. Któregoś dnia nadarza się odpowiednia okazja...

Plugastwo, skandal, pornografia – tymi oto słowami krytycy najczęściej witali powieść Dawida Kornagi. Trzeba przyznać, że dawno we współczesnej literaturze polskiej nie pojawiło się tak skandalizujące dzieło. Chyba nie będzie nadużyciem, jeśli nazwę „Gangrenę” polskim odpowiednikiem „American Psycho” (który nota bene wywołał podobne reakcje amerykańskich krytyków, co „Gangrena”). Świat widziany oczami psychopatycznego Adama bywa prawdziwie straszny. Jego chore myśli, seksualne obsesje i żądze czynią powieściowy świat prawdziwie zezwierzęconym. Dla Adama bowiem najważniejsza jest chuć, nie licząc oczywiście obsesyjnego przywiązania do schorowanej babci. Książkowy psychopata to osoba zupełnie toksyczna, która zatruwa swoim złem i wewnętrznym jadem całe otoczenie. Jak powiedział sam autor w jednym z wywiadów, skrzywiona osobowość głównego bohatera żywi się zwykłą codziennością, przetrawiając utarte opinie i tworząc na ich podstawie swoją prywatną, bezkompromisową ideologię, w której kobiety są tylko erotycznymi zabawkami. Z kart powieści wylewa się wręcz fala mizoginii. Kobiety lawinowo są gwałcone, wykorzystywane, a nawet mordowane. Szczególnie przytłaczającym momentem w powieści jest scena, gdy Adam gwałci, a następnie dusi Bogu ducha winną Emilię.

W gruncie rzeczy główny bohater książki to taki potwór z ludzką twarzą. Jego wewnętrzne monologi przypominają nieustający słowotok szaleńca, który ma pretensje do całego świata. Bluzgi, ubliżanie i poniżanie są tutaj na porządku dziennym. Kornaga dokonuje na swej powieści jeden wielki gwałt językowy. Nie baczy na żadną poprawność polityczną, czy utarte zasady literackie, momentami sprowadzając język książki do poziomu rynsztokowego. „Gangrena” przesycona jest drobiazgowymi opisami przemocy. Autor przyznał kiedyś, że zadaniem jego powieści jest porażać czytelnika, aby osiągnąć Arystotelowskie katharsis. Ja osobiście niespecjalnie czułem się oczyszczony po lekturze jego książki, niemniej jednak proza ta wzbudziła we mnie spore zainteresowanie. „Gangrena” to również opowieść o zagubieniu człowieka we współczesnym świecie. Kornaga zdaje się pytać o los człowieka, który błądząc na swej drodze życia, staje się niewolnikiem własnych popędów. Czy nie ma żadnych mechanizmów, które mogłyby powstrzymać takiego człowieka? Treść książki mówi wprost: nie ma, a jeśli są, to są one dalece nieskuteczne (vide reakcja mundurowych na potyczkę Adama z grupą wyrostków). Przekonany o swej własnej wyższości, główny bohater jest tak naprawdę chorobą, która trawi resztę społeczeństwa.

Ten książkowy festiwal patologii i zła może zszokować niejednego czytelnika. Typ bohatera, jakim jest Adam, Stephen King określił mianem współczesnego wcielenia mitu wilkołaka. Adam, za dnia ułożony korepetytor i oddany opiekun babci, wieczorami zdejmuje maskę przykładnego obywatela i wyrusza na polowanie, gwałcąc i zabijając słabszych. Najbardziej w tym wszystkim przeraża obraz drugiego człowieka, zdegenerowanego do granic możliwości, który może jeździć tym samym tramwajem, co my i który może być tym popularnym Kowalskim z bloku obok. Czy na takich ludzi jest jakieś lekarstwo?

„Gangrena” Dawida Kornagi to prawdziwie piekielna i wściekła powieść, która gra na nosie wielu krytykom literackim. Autor raz za razem przekracza kolejne granice, czyniąc ze swojego bohatera bestię w ludzkiej skórze. Ta odhumanizowana wizja świata, którą widzimy oczami Adama jest dla współczesnego czytelnika o wiele bardziej przejmująca niż niejeden tradycyjny horror literacki. A trzeba przyznać, że swoboda w posługiwaniu się słowem w połączeniu z solidnym stylem, wciąga niczym ruchome piaski w ten powieściowy wir szaleństwa. Panie Kornaga, brawa za odwagę!

wtorek, 20 maja 2008

Na pierwszy rzut oka to normalna powieść...

Przemyski Przegląd Kulturalny (15 stycznia 2006), recenzja Gangreny autorstwa Anny Gigoń.

Na pierwszy rzut oka to normalna powieść, podzielona na trzy rozdziały. Zaczynam czytać i już pierwszy zgrzyt – opis gwałtu, zaraz potem dostrzegam szokujący język. A może na odwrót: najpierw język pełen wulgaryzmów i brutalności, a później dzieło zniszczenia, jakie dokonuje bohater na niewinnej mieszkance dobrego osiedla. Zagłębiam się w lekturze coraz bardzie i bardziej, nie mogę się oderwać. Coś w sobie Gangrena ma, bo wciąga mnie tak bardzo, że dopiero po skończonej lekturze zauważam, że tekst nie jest wyjustowany. Powinno przeszkadzać, ale nie przeszkadzało.
Pochodzący z Lubaczowa autor debiutował w 2003 roku wielowątkową powieścią Poszukiwacze powieści i już wtedy można było zauważyć talent lingwistyczny pisarza. Wulgaryzmom Kornagi nie brak fantazji, nie jest to czysta, zwykła „łacina” w wykonaniu osiedlowych kozaków. Można tu mówić o wulgarności literackiej, bardziej złożonej, a przede wszystkim w Gangrenie wręcz potrzebnej.
Język to narzędzie, przy pomocy którego myślimy, a więc jakim innym językiem może posługiwać się człowiek zdolny do tak brutalnych czynów? Język użyty przez autora to nie jego ,,widzimisię”, to konieczność narzucona przez socjologiczny autentyzm. Autor zerwał z zasadami pisania „dobrej powieści”, o ile coś takiego istnieje. Postąpił na pewno na przekór tym, którzy w literaturze szukają miłych i przyjemnych opowieści. Ktoś powie, że Kornaga epatuje brutalnością, w gruncie rzeczy epatuje tylko rzeczywistością. Może jednak to jest tak bardzo przerażające dla czytelnika, że świat opisany w powieści, to nasz świat. Bohater to nie diabeł wcielony, przypomina raczej naszego sąsiada, który mieszka z babcią i opiekuje się kotami. Jego życie ma jednak drugie dno, w którym jawi się niczym ,,Polish Psycho”. Autor sugestywnie wprowadził nas w strumień świadomości bohatera, a czytelnik podążając wraz z prądem myśli tej negatywnej postaci, może podjąć próbę znalezienia przyczyn narodzin potwora. (To trochę podobnie jak w powieściach Masłowskiej, chociaż obraz prymitywnego świata wyrażającego się prymitywnym językiem jest tu bardziej wyrazisty i przerażający.)
Fabuła utworu wydaje się tylko przykrywką dla ukazania całej tandety tego świata, jego zakłamania, totalnej degrengolady. Nawet ci, co powinni stać na straży zasad moralnych, są ich głównymi gwałcicielami. Rola gwałtu w książce Kornagi jest zresztą bardzo ważna: mamy tu gwałt dokonany przez autora na schemacie typowej powieści i gwałt dokonany przez bohatera. Można powiedzieć, że gwałt spełnia tu też funkcję symboliczną, bo gdy bohater gwałci Emilię, to bardziej niż żywą kobietę zdaje się gwałcić pewien system myślenia, sposób życia.
Najlepiej cały utwór podsumowuje motto do rozdziału trzeciego. Kornaga, sam znany jako autor tekstów hip-hopowych, sięgnął po fragment tekstu z piosenki Jestem Bogiem Paktofoniki: „Jestem Bogiem, uświadom to sobie“. To słowa wypowiedziane przez bohatera Gangreny. Adam jest trochę jak bohater Dostojewskiego, z tą różnicą, że Raskolikow Kornagi wcale nie ma wyrzutów sumienia. Raskolnikow to tylko wybitna jednostka, która może sobie na wiele pozwolić, jednak wciąż jest człowiekiem. Adam stwierdza, że jest Bogiem, więc wyrzuty sumienia są w jego przypadku już nie na miejscu. Adam jest odczłowieczony, ale nie został zdegradowany do roli zwierzęcia, wręcz przeciwnie, on (jak jego biblijny pierwowzór) zjadł owoc z drzewa poznania dobra i zła. Skoro Adam „jest Bogiem“, to jaki jest więc sam Bóg? Z kart Gangreny wdziera się krzyk do Boga: widzisz i nie grzmisz, pozwalasz na to wszystko, jesteś dobry tylko wtedy, gdy Ci się zechce. Jak mówi powieściowy Adam: „Człowiek ma tyle wad Boga:. Pozwala na rozprzestrzenianie się zła na świecie. Tylko czym jest zło, czy istnieje coś takiego jak zło i dobro? Granica się zatarła, pozwalamy sobie na coraz więcej, to my ustalamy, co jest dobre, a co złe.
„Jesteśmy bogami“, ale czy autor chce przez to powiedzieć: „róbcie, co chcecie“, została wam dana władza na Ziemi? Wręcz przeciwnie, wydaje mi się, że to raczej ostrzeżenie: uważaj, bo masz władzę, z którą niekoniecznie będziesz sobie umiał poradzić. Książka Kornagi daje nam klucz do rozwiązania zagadki, co się stanie, gdy każdy sobie wyobrazi, że jest Bogiem. Świat, w którym będzie więcej takich ludzi jak Adam, to pandemonium. Kraj, w którym każdy sobie uświadomi, że jest Bogiem, stanie się w rzeczywistości ojczyzną szatana.
Gangrena to choroba, która atakuje głównie mężczyzn w wieku 20 do 40 lat. W takich okolicznościach wybór tej choroby na tytuł książki wydaje mi się całkowicie trafny. Chore jest społeczeństwo opisane przez autora, jaki inny tytuł można mu więc nadać? Zresztą Dżuma już była. Charakterystyczne dla gangreny owrzodzenia mają swoje odbicie w „Adamach“, tak samo wzbudzają obrzydzenie i trudno się ich pozbyć.
Gangrena to dla mnie jednak z najciekawszych książek o Bogu i o człowieku, a może bogu i Człowieku. Zmusza do refleksji. Komu przeszkadzają brutalność i wulgaryzmy, czytać nie musi, a szkoda – bo książka na uwagę zasługuje. Język użyty przez autora jest konieczny do oddania ducha całego utworu. Jak mówi Adam: „Słowniki wbrew pozorom są ubogie. Tworzą je śmiertelni nędzarze“.

czwartek, 24 stycznia 2008

Gangrena - recenzja

Źródło: www.melante.bloog.pl

Gangrena… To bardzo delikatne słowo na określenie tego, czym jest główny bohater tego utworu. Tak, dokładnie, czym - a nie kim.
Sięgnęłam po „Gangrenę” zachęcona przez komentarze krytyków: „współczesna wersja Zbrodni i kary!”, „Szokująca, poruszająca, nikt nie przejdzie obok niej obojętnie (…)” itp. itd.
Po pierwszych dziesięciu stronach, przerzucałam kartki jak w gorączce. Coś mnie pchało do czytania kolejnych linijek, jakiś podstawowy instynkt, jakaś zwierzęca cząstka mojej natury. Ta opowieść, monolog gwałciciela - zabójcy, fascynowała mnie, ale też odpychała. Z upływem stron, który przypominał upływ krwi z jątrzącej się rany, nad fascynacją górę wzięło obrzydzenie. Z każdą stroną czułam coraz większy ucisk w żołądku…
Trudno napisać coś o treści tej książki. Jest tam przynajmniej jeden makabrycznie okrutny i brutalny gwałt oraz kilkanaście mniej okrutnych, ale przez to może jeszcze bardziej wyzutych z ludzkich uczuć, godności i moralności, gwałtów. Główny bohater jawi się jako człowiek bardzo inteligentny (jest matematykiem) i, w swoim mniemaniu, lepszy od innych ludzi. Krótko mówiąc – to psychopata pierwszej wody, który swoimi uczynkami próbuje udowodnić tezę Nietzschego o śmierci Boga. Gwałcąc brutalnie Emilię, kobietę, którą śledził przez wiele tygodni, wzywa Boga „czemu nie trzaśniesz mnie błyskawicą w dupę?”… I na dodatek samego siebie nazywa pomazańcem. Podrywa nastolatki w klubach, manipuluje nimi i gwałci, gdy są pijane. Nie mówiąc już o oszukiwaniu swojej dziewczyny – grzech chyba najbardziej nieszkodliwy, ze wszystkich jego zbrodni.
Druga strona, tego zardzewiałego medalu, to Babcia. Przypuszczalnie kobieta, która go wychowała. Tylko w stosunku o niej, Adam (główny bohater), wykazuje jakieś ludzkie odruchy. Cała reszta jego działań jest ściśle wykalkulowana, jak na matematyka przystało, obliczona na uzyskanie konkretnego efektu – zmanipulowania człowieka tak, by zrobił to, na co Adam ma akurat ochotę.
Czyżby więc autorowi chodziło o rozdmuchanie odwiecznego dylematu psychologów od resocjalizacji: „człowiek z twarzą potwora, czy potwór z ludzką?”??? Nie wiem. W każdym razie, jeśli ma to być współczesna wersja „Zbrodni i kary”, to czekam na drugi tom, bo w tej książce jest tylko zbrodnia.
Teraz powinno nastąpić podsumowanie, więc napiszę tak…
Gdybym musiała czytać tę książkę dłużej, niż dobę – rodzaj wyrafinowanej autotortury, teraz dochodzę do takiego wniosku – to w końcu podarłabym ją na małe kawałeczki i spuściła w klozecie.
Trzeba mieć mocną psychikę, by po lekturze tej książki, będąc kobietą, nie popaść w depresję i manię prześladowczą. Ja dzisiaj zrezygnowałam z makijażu i butów na obcasie – pewnie do jutra mi przejdzie (mam nadzieję).
Nie polecam tej książki kobietom (szczególnie tym, które przeżyły jakąś napaść).

czwartek, 25 października 2007

Z biblionetka.pl

Autor: Harriet :) (Harriet Smiller)
Czytatka dodana: 2007-08-21 16:31:58


"Jeżeli potrzebujecie czegoś mocnego na przebudzenie to polecam książkę Dawida Kornagi "Gangrena". Ostrzegam czytacie na własną odpowiedzialność. To nie jest książka dla delikatnych dziewczątek, które robią z siebie miss swojego podwórka, ani chłoptasiów uganiających się za nimi... To książka dla ludzi, których nie przeraża obsceniczny język, czy krytyka wszystkiego i wszystkich...
Z mojej strony mogę tylko życzyć przyjemnego zagłębiania się w to bagno beznadziejności..."

niedziela, 23 września 2007

Gangrena - NIE/TAK


Źródło: www.kulturalnia.webpark.p

NIE
Lubię kontrowersyjne książki, których autorzy nie boją się poruszać trudnych tematów lub przedstawiać świat bez literackich upiększeń. Lubię również antybohaterów, bo uzmysławiają mi jak bardzo naiwne jest moje postrzeganie rzeczywistości i ludzi.

Dlatego też opis książki "Gangrena" Dawida Kornaga ("Kornaga skonstruował opowieść, która oburzy wszystkich. Najpierw językowych purystów (...) Potem oburzą się feministki, omdleją zwolennicy politycznej poprawności i miłośnicy zwierząt, zagotuje się w tych, którzy uważają, że literatura służy opowiadaniu miłych historii i tworzeniu wzorców godnych naśladowania") wydał mi się intrygujący.

Wprawdzie nie reprezentuję żadnej z wyżej wymienionych grup, ale książka wzbudziła we mnie odrazę. I nie chodziło nawet o to, że autor uczynił gwałciciela i mordercę bohaterem swojej powieści, lecz za sprawą języka, którego użył Kornaga. Ilość wulgaryzmów, które posłużyły mu do opisania scen przemocy, znacznie przekraczała granice dobrego smaku. 200 stron plugastw, którymi bohater (autor?) częstuje kobiety, wulgarne opisy stosunków seksualnych (zarówno tych dobrowolnych, jak i tych wymuszonych) i seria bluźnierstw pod adresem Boga, przeplatana odgłosami zachwytu nad własnym przyrodzeniem sprawiły, że nie udało mi się dotrwać do końca tego obrzydliwego wywodu i z wielką ulgą odłożyłam "Gangrenę" na półce z zapomnianymi książkami. Magda R.

TAK
Sięgnąłem po te plugastwo spodziewając się skandalu, niebanalnej fabuły i nieprzeciętnej analizy bohaterów. Nie zawiodłem się, a "Gangrena" spełniła moje oczekiwania aż nadto. Ta pozycja z pewnością nie dostarczy przyjemnych wrażeń czytelnikom wrażliwym i poszukującym dobrego smaku. Jest to opowieść przeznaczona raczej dla ludzi o mocnych nerwach, którzy zaglądając do świata literatury pragną karmić się czymś więcej niż tylko miłymi historiami i wzorcami godnymi naśladowania. Pełno tu wstydliwych opisów, wulgaryzmów i bluźnierstw, ale należy podkreślić, że styl jakim posługuje się Kornaga został użyty celowo. Jak słusznie zauważył znany krytyk literacki Leszek Bugajski: "(...) nie da się o tak skondensowanej nienawiści do świata i takich potwornych czynach pisać językiem układnym i poprawnym pod względem obyczajowym."

"Gangrena" to nie tylko adoracja przyrodzenia. To nie tylko gwałty, przekleństwa i skrajna pornografia. To także próba przedstawienia ciężkiej choroby, która toczy umysł głównego bohatera. Ten jednak otrzymuje od losu szansę na normalne życie. Czy odpowiednio ją wykorzysta? Czy wygra wewnętrzną walkę z samym sobą?
Warto wytrwać do końca lektury zanim odłoży się ją na półkę. Szymon Darocha






środa, 29 sierpnia 2007

Ciekawa recenzja "Gangreny"


źródło: www.krytycznymokiem.blogspot.com

"Gangrena" Dawid Kornaga.

To odrażająca książka i fascynująca jednocześnie. Można ją po kilkunastu stronach albo pokochać albo znienawidzić. W kim – tak jak we mnie – wywoła to pierwsze uczucie, winien się mieć na baczności. Bo to oznaczać może tylko jedno – i w nim postępuje jakaś emocjonalna gangrena, jaką jest dla świata bohater i zarazem przewodnik po mrocznym i koszmarnym świecie własnych myśli, zmysłów i doznań.

Powieści Kornagi nie da się czytać obojętnie. Wbity w fotel czytelnik przeczyta ten introwertyczny tryptyk gwałciciela, zabójcy, nihilisty i kontestatora z niesmakiem na twarzy, ale i dziwną fascynacją wynikającą ze zgłębiania psychiki głównego bohatera. O ile będzie w stanie doczytać do końca. Trzeba mieć doprawdy mocne nerwy, aby to zrobić. I zastanawiam się, czy którakolwiek kobieta jest w stanie podjąć się tego zadania. Jest to przecież bezpardonowy atak na kobiety – zarówno ofiary, jak i przedstawicielki płci niekoniecznie pięknej, zgrabnej i powabnej w mniemaniu Adama, narratora tej wstrząsającej historii. Każda kobieta (z wyjątkiem Babci, która go wychowała i którą wielbi ponad wszystko, okazując stale należną jej cześć i szacunek) opisywana w Adamowej chorej opowieści jest przedmiotowym mięsem, które można lżyć, z którym jedynie się kopuluje i które zaspokaja najdziksze żądze używającego na nim bohatera. I jeżeli dalszej części tej recenzji nie zechcą czytać kobiety, od razu spieszę poinformować, iż to nie dzikie chucie i postrzeganie ich w tak drastyczny sposób stanowią trzon tematyczny tej książki.

„Gangrena” to przede wszystkim przejmująca opowieść o samotniku, który próbuje oswoić swą samotność i nadać sens własnemu życiu poprzez nieustanne kwestionowanie wszelkich prawideł regulujących życie, aż po obrazoburcze wadzenie się z Bogiem i wytykanie mu jego słabości i obojętności. Wszak według Adama „ woskowina w bożych uszach zastygła pięć miliardów lat temu, nic jej nie wypłucze, żadne czary – mary teologów i ojców kościoła rzymsko – katolickiego, luterańskiego, kalwińskiego, żadne charkoty imamów, kwiki mnichów wspinających się ku doskonałości na himalajskie ośmiotysięczniki”. Bóg ze swą niemocą stale istnieje w świadomości gwałciciela – mordercy, a jego bierność w przekonaniu Adama pozwala na dokonywanie okrutnych zbrodni i skutkuje popadaniem świata w degrengoladę moralną.

W miejsce wytyczonych przez historię i religię wartości Adam wtłacza samego siebie. To on jest genialnym uniwersum, wokół którego wszystko się toczy. On nadaje jedyny i właściwy tor swym myślom, przekonaniom i życiu, on też mówi o sobie „Tacy jak ja są awangardą odnowy”. Procesy gnilne zachodzą wokół niego, podczas gdy gnije przede wszystkim on sam. A nie jest to przecież bezduszny psychopata, bo czułości wobec Babci i oddania dla niej uczyć mógłby się od niego niejeden niewychowany i pozbawiony troski o starszych młodzian. Co więcej, Adam jest człowiekiem sprawiającym bardzo miłe wrażenie i zyskujący sobie sympatię i zaufanie dzieci, wszak żyje z korepetycji udzielanych z takim samym zapałem, z jakim na nowo wybudowanym osiedlu intensywnie gwałci Emilię i zaciska pętlę na szyi kobiety w lesie…

To właśnie ta wiarygodność Adama, jego prawdziwość, pozorna zwyczajność i układność wywołują podczas lektury największą grozę. Postępujący zanik hamulców moralnych, atrofia uczuć i coraz silniej wyrażana pogarda dla ludzi i świata rodzą się przecież w zwyczajnym, niepozornym, młodym człowieku, który nawet ma dziewczynę i której to dziewczynie składa propozycję ślubu…

Oskarżana o tanią i wulgarną prowokację „Gangrena” jest moim zdaniem rewelacyjnym stadium psychologicznego zagubienia w samym sobie, ustawicznego samooskarżania siebie na równo z oskarżeniami rzucanymi światu, ludziom i Bogu. Jest książką, która niesie w sobie ogromny ładunek bólu i cierpienia. Książką, która w bardzo brutalnej formie przekazuje niezwykle subtelną prośbę o wysłuchanie zagubionego i im bardziej brutalnego, tym mniej mogącego sobie samemu ze sobą poradzić egocentryka.