czwartek, 5 grudnia 2019

Andrzejki #przerwanysenkornagi

Podobno dla katolików (hello, są tu jeszcze jacyś?) Andrzejki to ostatnia okazja w danym roku do hucznych zabaw przed czterotygodniowym Adwentem. Czyli rzekomym czasem refleksji (zakupów) oraz przygotowań (zakupów) do świąt Bożego Narodzenia (czyżby?). Andrzejki to taki nasz słowiański Halloween na lajcie, tylko sfokusowany na wróżbach, czarach-marach, swawolnych zabawach. W tym roku Andrzejki idealnie dla branży klubowo-restauracyjnej przypadają na weekend. Zapowiada się niezłe koszenie hajsu w ten weekend, uważajcie więc czytelnicy Zupełnie Innej Opowieści. Jak kraj długi i szeroki, terminale będą pracować bez wytchnienia do samego rana. Płatności zbliżeniowe zrobią wszystko, co w ich mocy, by wyrobić najlepsze wyniki. Zważywszy na naszą geopolityczną mizerię i niepewność ekonomicznego jutra, dobre i to. Zwłaszcza dla PKB, kiedy ponownie, niekoniecznie nieszczęśliwym trafem przy urnie wyborczej znów rządzą nami banasiowcy oraz inni chłopcy z narodowo-katolickiej ferajny. 

poniedziałek, 18 listopada 2019

Fragment nowej prozy

Oto jej kara. 
Prostacka kara za mieszanie związków wysoce niezdrowych. Za weekendowe bankiety, wtorkowe rauty, czwartkowe fety. Za śmietanki towarzyskie, kefiry rozrywkowe, maślanki rozpustne. Za lajfstajlowe kokainki, spotifajowe amfetaminki, klubowe ememdaemki. Za bizantyjskie aperole, taktowne dżiny, hałaśliwe tequile, przyciszone bourbony, milczące whiskacze, pokrętne retorycznie wina. Za dwulicowe drinki, prostojebne shoty. Za całe uniwersum rozwydrzania i popuszczania sumienia.

środa, 6 listopada 2019

O powieści CIĘCIA w Stolicy


Paweł Dunin-Wąsowicz odkrywa w STOLICY [nr 6(2325)] książki o Mordor Na Domaniewskiej Są i CIĘCIA, powieść z 2011, kiedy jeszcze Mordor nie nazywał się Mordor.cAle coś wisiało w powietrzu...


niedziela, 6 października 2019

Hymn Polski wyborczej

Jeszcze Polska nie zginęła,

Kiedy głosujemy,

Co nam banda z prawa wzięła,

Kartką odbierzemy.


Marsz, marsz Opozycjo

Zawsze za Euro-Polską,

Aby żaden wschodni modem

Nie rozłączył cię z narodem.


Przejdziem Wisłę, przejdziem Wartę,

My Polacy stawiamy na jedną kartę,

Dał nam przykład Wałęsa, Mazowiecki,

Jak skutecznie zwalczyć model sowiecki. 


Marsz, marsz Opozycjo

Zawsze za Euro-Polską,

By nigdy więcej pisowiec

Nie widział w tobie stada owiec.


Jak Opozycja od Gdańska do Krakowa

Przed bandą cyników już się nie chowa,

Dla ojczyzny ratowania

Konstytucję nam ochrania.


Marsz, marsz Opozycjo,

Kto nie z tobą, ten jest glizdą,

I chociaż to niegrzeczna wstawka,

Dzisiaj wiemy: wolność to nie zabawka.


Już tam ojciec do swej Basi

Mówi zapłakany -

Słuchaj, trzeba, by wygrali nasi,

Inaczej rządzić będą barany.


Marsz, marsz Opozycjo,

Nie zatrzymuj nas, policjo,

Nie bądź za Polską uprzedzeń, Polską marną

Patrz: idziemy po wolność, Polskę normalną!




piątek, 19 lipca 2019

Wywiad dla DUOLIFE MAGAZINE

Wywiad dla pisma DUOLIFE MAGAZINE, nr 2/2019 (8)

Literatura to permanentna wojna, na której tylko nieliczni wygrywają finansowe bitwy

czwartek, 11 lipca 2019

Hulaj, fabuło #przerwanysenkornagi

Nowy felieton Hulaj, fabuło z cyklu #przerwanysenkornagi na Zupełnie Inna Opowieść

Nadchodzą gromadnie (a właściwie nadjeżdżają) jak kiedyś pierwsze smartfony. Z roku na rok będzie ich więcej i więcej, coraz nowocześniejsze, rozbudowane kreatywnie o nowe funkcje, o których nawet Elon Musk nie śmie jeszcze marzyć. Wokół nich powstaje paralelnie potężny ekonomiczny ekosystem, z medialnymi platformami, farmami fanów, produktami dodatkowymi, tymi wszystkimi niezbędnymi gadżetami, które „sprawią, że długo będziesz cieszyć się dodatkową przyjemnością”, jakby to był jakiś klub dla hedonistów, a nie poniekąd zwyczajna, stara dobra hulajnoga. Pewnie niedługo pojawią się (lub już są) poradniki pt. „Z hulajnogą w miejskiej dżungli”. Albo „Vademecum hulajnogisty w każdym wieku”, jak radzić sobie z wielopoziomową amortyzacją swojego pojazdu. Nie mówiąc o dopiero powstających pakietach ubezpieczeń OC dla prowadzących e- hulajnogi, „Ubezpiecz mieszkanie/daczę/samochód, a NW dla swojej e-hulajnogi dostaniesz za połowę ceny”, coś w tym ofertowym rodzaju. Uwagę warto zwrócić na konkretną fuchę ładowacza e-hulajnóg, zwanego chargerem lub juicerem, jego sytuację pracownika najemnego, gotowego do pracy zazwyczaj wieczorem i w nocy.

piątek, 31 maja 2019

Radek z Radomia #przerwanysenkornagi

Misiaczki #przerwanysenkornagi

Misiaczki - pierwszy felieton z nowego cyklu #przerwanysenkornagi na stronach portalu literacko-kulturowego Zupełnie Inna Opowieść

No ale co to za ludzie, ci księża? Powszedni jak chleb, a nietuzinkowi jak wieloskładnikowa kanapka na bazie tego chleba. Panowie w czarnych szatach na straży domniemanej dobrej nowiny, rycerze niezłomności. Czyżby? Tak ich od początku urabiają, tak sami się również urabiają, że zaczynają wierzyć, że na wszystkim się znają, wszystko ogarniają niczym prawicowe internetowe trolle. Amen i basta. Nie można z nimi dyskutować. Uwielbiają owieczki przytakujące bezkrytycznie ich bajaniu. Jeszcze chętniej łykają niecenzuralne wyznanie grzechów. Żadnych sublimacji w tej męczącej profesji oprócz paru bardziej wyedukowanych kolegów, których świecki system kształcenia jakimś cudem uchronił od definitywnego utopienia się w tym mentalnym bagnie. Ci zazwyczaj robią jako kontrapunkt dla codziennego zepsucia kościoła, tak zwani „dobrzy księża”. Owieczkowo patrzy im z oczu, intencje mają szlachetne, nie zmienia to jednak faktu, że reprezentują krzyżowców, którym wypowiadamy wojnę i ostateczny Grunwald.

czwartek, 17 stycznia 2019

2029 - repremiera

10 stycznia 2019 w nowym numerze Wakat (4/2018, 43) pojawiło się premierowo nowe opowiadanie, dystopia "2029". Trzy dni później podczas "Światełka do Nieba" 27. Finału WOŚP w Gdańsku doszło do niewyobrażalnej zbrodni na wybitnym prezydencie i wielkim człowieku. Treść oraz przesłanie "2029" nabrały dodatkowego sensu. Oby nigdy nie nastąpiło to, co przedstawia. Oby nigdy więcej nie wydarzyło się nic podobnego jak 13 stycznia Może to myślenie życzeniowe, może to idealizm, ale tym niemniej tego typu literatura, w roku wyborów i w ogóle dalszej przyszłości Polski, nie może udawać ugodowej owieczki przed drapieżnikiem autorytaryzmu, ksenofobii i nienawiści, który od trzech lat pożera nasz kraj. Poznaj "2029" i odpowiedz sobie, czy chcesz żyć w takiej lub podobnej przyszłości, która już za chwilę może być teraźniejszością. 

piątek, 30 listopada 2018

Wywiad dla Zupełnie Inna Opowieść

W latach 70. XX wieku popularny był, jeśli można użyć takiego wyrażenia, terroryzm lewacki. Dzisiaj terroryzm ma swoje źródło w wykoślawionej interpretacji religii, niezależnie od tego czy posługują się nim amerykańscy chrześcijanie, atakujący kliniki aborcyjne lub meczety, czy muzułmanie, którzy w Berlinie wjeżdżają ciężarówkami w tłum robiący przedświąteczne zakupy. Bajką jest twierdzenie, że uda się stworzyć przestrzeń wolną od terroryzmu, w której zamieszkają sami swoi, nastanie wieczny pokój, amen. Nie wierzmy populistom, którzy to głoszą. Więcej na stronie portalu

środa, 22 sierpnia 2018

Przerwany sen Kashi - o polskim Kościele katolickim (fragment)



Polski Kościół katolicki, po schizmie w latach dwudziestych z Kościołem oficjalnym, rzymskokatolickim z siedzibą w Watykanie, stanowił osobliwą autonomiczną siłę. Katolicy nie mieli wyboru, pozostawał im bunt albo zaakceptowanie jedynie słusznej siły zrewoltowanego Kościoła, który pogrążył się w konserwatyzmie, wybierająrasistowsko-przedsoborowy narodowy katolicyzm, cokolwiek to znaczyło. Po kilkunastu latach izolacji oraz ultralewicowych nastrojów w społeczeństwie, Kościół, pozbawiony wpływów politycznych i odarty z wielu dóbr, które zawłaszczył przez czas prosperity, ogłosił wielki powrót na łono Watykanu; ten bezceremonialnie zwasalizował polskich biskupów, którzy w ramach ekspiacji stali się największymi jego zwolennikami, co często ratowałich przed procesami sądowymi o pedofilię czy malwersacje finansowe, a jeszcze częściej przed więzieniem. Wielu duchownych dostało wyroki w zawieszeniu, niektórzy musieli nosić opaski geolokalizacyjne, co sprawiało, że dosłownie nie mogli opuścić swojej plebanii i kościoła. To był trudny czas nie tylko dla polskich upadłych hierarchów. Watykan jako taki stanowił fizyczną fikcję. Triumfował jedynie jako ofiara ataku i parasol ochronny dla wygasającego w dotychczasowej formie chrześcijaństwa. Bazylika św. Piotra, trafi ona przez islamskich zamachowców kilkunastoma pociskami z przenośnych wyrzutni rakietowych, przestała być symbolem jedności katolicyzmu; stałsię kaleką, unaocznieniem jego słabości. W ogóle Europa cierpiała na słabość, udając, że jest zaszczepiona i tyle jej można. Rządy państw unijnych pospieszyły z zapewnieniami, że odbudują historyczną świątynię. Remont przewidziano na co najmniej piętnaście lat. Usprawiedliwiano się względami finansowymi, ale w grę wchodziłteż swego rodzaju wyrachowanie chciano każdego dnia mieć powód do dalszej walki z ekstremistami. Pytano także, nie kryjąc cynizmu, na ile rzetelnie zrekonstruować legendarną kopułę. Odtworzyć pieczołowicie zniszczone dzieła sztuki? Zaprosić ponownie Boga do środka? Możnzałatwić sprawę w ciągu kilku miesięcy. Można pracować dłużej, dbając o każdy detal, aby nie wyszedł z tego jakiś diabelski potworek jak jedna z najbardziej kiczowatych świątyń katolickich na świecie w polskim Licheniu, gdzie ciało Chrystusa stało się bohaterem komiksu. 

Więcej w książce dostępnej już we wrześniu.

czwartek, 16 sierpnia 2018

Przerwany sen Kashi - epizod w klubie dla swingersów (fragment)

  
Oaza.
Mocne electro rozchodziło się po wszystkich pomieszczeniach. W barze serwowano napoje i alkohole. Dwa pobliskie stoły mieściły pojemniki i patery z jedzeniem. Impreza zgodnie z agendą trwać ma do rana. Nie opłaca się wydać setki euro, żeby wyjść przed północą. Pieniądze przetrzymują sceptyków. Nawracają pruderyjnych. Mącą w głowach wstrzemięźliwym, co przyszli dla zoologicznej ciekawości, a kończą sami jako zwierzęta w klatkach.
Ula wlewa w siebie kilka luf.
– Luftwaffe, mein Freund!
Roznegliżowany barman z krótkim czerwonym irokezem marszczy czoło na ten tani żart. Właściwie nie rozumie i nie ma prawa zrozumieć. Jego irytacja jest manieryczna. Gdyby się nie krzywił, straciłby na kokieteryjnej autentyczności i pozerstwie. Kolejna komandoska, próbująca na skróty znieczulić się w trzy dupy, by móc na luzie udostępniać pro publico bono swoje otwory. Gestykuluje, z nią gestykulują te jej dwa balony, które uleciałyby bez trudu do stratosfery. Fick sie! Barman jest zdeklarowanym gejem, w Oazie dorabia na studia, gdyby był hetero, dawno by zwariował od nadmiaru, no właśnie, doznań.
Ula nie popija soczkami. Smaga się wódą z pasją flagelanta. Pragnie zmaltretować swoje gardło, żeby stało się nieczułe na obecność penisów w sobie. Jak jakiś wszechstronny eurotunel. Svein funduje jej pocałunek. Jest rozgrzany. Gotowy do działania. Opatulony śnieżnobiałym ręcznikiem planuje niezłe opady dla swojej ochoty. Dociska się paroma sznapsami, eins, zwei, drei, Polizei, mówi, mózg zaczyna mu się kręcić wokół własnej osi, to się dzieje, niech się dzieje, chodź, Ula, podaje rękę, chodź ze mną.
Mijają kameralne pomieszczenia, w których kopulują pierwsi śmiałkowie. Zazwyczaj są to dwie pary. Ewentualnie para i pan lub para i pani. W okolicy basenu dochodzi do zbliżeń na chybił trafił. W tym module klubu towarzystwo jest o stopień wyżej od przeciętniaków, którzy dopiero debiutują w wymagającej sztuce swingu publicznego.
(...) 
Muzyka. Odgłosy półpijanego spółkowania. Chlupoty, westchnienia i jęki. Oddalone miniorgie i nieplanowane gangbangi. Przemykający ludzie. Młodzi, starzy, trudno się połapać, gdy wódka źrenice podtapia. Niektórzy płoną ze wstydu. Niektórzy podpalają pychą.
Svein z nagła odkleja się od jej dłoni. Szast-prast, nie ma człowieka. Jakby się rozmył. Ktoś, coś, nie wiadomo, nie ma go, no, nie ma. Jest sobota. Ze dwie setki podmiotów kopulatywnych kotłują się w Oazie.
Ula szuka Norwega, woła po imieniu, bez skutku, patrzy na swoje odbicie w nieistniejącym lustrze, oto ona – mała seksowna Polka w seksownej bieliźnie, seksownie nastawiona. Przynajmniej na razie.
Ktoś trąca ją w ramię. Ula odwraca się, zadziera głowę. Przed nią dwóch rosłych czarnych. Owinięci białymi ręcznikami. Szczerzą zęby białe jak sumienie najnowszego papieża. Robi się w efekcie nieco jaśniej, Ula dostrzega rysy ich twarzy. Przeciętniacy, co gdzieś tam zarobili i przyjechali do Oazy na opłacone słono coitusy. Pożerają ją wzrokiem, samotna kobieta oznacza jedno: szuka swojej szansy.
Sveina nie ma. Svein się rozpłynął.
Murzyni dotykają jej ramion. Drapią łokcie. Są pewni, że o niczym innym nie marzy, jak poczuć ich w sobie.
Ula za mało wypiła, żeby nie odróżnić czarnego od białego. Nigdy, nigdy nie da dupy ludzkiej małpie, krzyczy w niej jeden wielki sprzeciw. Co ona robi? Dlaczego pozwala się głaskać?
A Svein nieobecny. Kiedyś ją ratował, dzisiaj sprzedał dla paru innych piczek. Durna, miała złudzenia. Każdy dla siebie, każdy w swoją stronę, taki jest człowiek. Nawet rasy białej. Amplituda gniewu Uli wspina się na dawno przez nią nieodwiedzane wyżyny.
Ku swojemu zdziwieniu ma teraz przed oczami nie Murzynów, a ich głowy. Przestali iść drogą na skróty. Zrzucili ręczniki. Ich nabrzmiałe członki patrzą na Ulę z oczekiwaniem pełnym nieskrywanego wyrzutu.
Bierz nas do pyska, zdają się mówić. Dwa naraz, panno, dwa naraz. Co, nie dasz rady? Dasz, dasz, no, nie marudź, pakujemy!
I pewnie by się im udała wyprawa w głębinę ust niskiej białej kobiety, ewidentnie otumanionej alkoholem…

Gdyby?
Gdyby co?