AI to świeża sprawa. Ledwo się wykluło z laboratoriów start-upów, już wymaga się od tego pisklaka absolutnej, można rzec, kurzej dojrzałości. Przypomnijmy sobie starodawne komórki z lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Albo pierwsze smartfony, z kondycją stuletniego starca w porównaniu z współczesnymi juniorami w wersji premium. Technologia, podobnie jak człowiek, ewoluuje. Tylko zdecydowanie szybciej. Ale bez przesady. Warto o tym pamiętać, domagając się fajerwerków przy każdej nowej odsłonie systemu operacyjnego. My sami często nie dajemy rady, żeby wszystko ogarnąć. W efekcie udajemy czasem zblazowanych domatorów w chmurze nowinek. Tak to mniej więcej wygląda, kiedy obserwuje się młodych tiktokerów, którzy utożsamiają swój puszczony w obieg filmik z ich technologicznymi na wyrost kompetencjami. Dzisiaj można być cyfrowym niedorajdą, a paradoksalnie socialową gwiazdą w wirtualnym świecie. Uproszczenia w interfejsach przyjaznych dla użytkowników – również dzięki pressingującemu wpływowi Stevena Jobsa – zrobiły swoje: liczy się klient i jego potrzeby. Nie pojmie, to odrzuci. Zachwyci, to się zakocha. Pierwsze więc było Apple. I potem długo nic. Dzisiaj gonią je, nawet prześcigają patenty od Xiaomi, Samsunga czy Google.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz